Czy Ewelina Dyda, pierwsza dama kryminału Noir, napisze powieść o Zamościu?

Tytuł może nieco prowokujący, ale jest to niejako wyzwanie rzucone przeze mnie, Ewelinie. Kim jest Ewelina Dyda i co napisała do tej pory? Na krótką rozmowę na łamach portalu Życie Zamościa (oraz jej dalszy ciąg na łamach blogu izarowski.pl), gdzie postaramy się odpowiedzieć na to pytanie oraz zadać znacznie więcej, niewygodnych pytań zaprasza Łukasz Wiktor Izarowski. 

Ewelina Dyda – pisarka i recenzentka, obecnie publikująca teksty recenzenckie na blogu Poczytajnia (poczytajnia.wordpress.com, na którym ukazują się również jej felietony i opowiadania. Autorka dwóch powieści kryminalnych „Zła waluta” (W.A.B. 2017) oraz „Przychodzę nie w porę” (W.A.B. 2018) docenianych przede wszystkim za realizm miejski, błyskotliwe dialogi oraz umiejętne wplatanie nawiązań do klasyków gatunku. Z wykształcenia jest polonistką, skończyła filologię polską ze specjalizacją krytyczno-literacką. Wielka miłośniczka książek, bez których nie wyobraża sobie życia oraz zwierząt, zwłaszcza kotów, które także przewijają się w jej powieściach. Pochodzi z Werbkowic, mieszkała w Zamościu i Lublinie. Od ośmiu lat jest tarnobrzeżanką i to właśnie Tarnobrzeg jest jednym z bohaterów jej powieści, za co została doceniona przez mieszkańców miasta tytułem Człowieka Roku 2017 w kategorii kultura w plebiscycie „Echa Dnia”. Na co dzień przede wszystkim czyta i pisze. W wolnych chwilach lubi spacery, seanse filmowe, poznawać nowych ludzi i ich historie, a także jest wnikliwą obserwatorką wszystkiego tego, co ją otacza, bo uważa, że wszystko może stać się początkiem kolejnej literackiej historii. W mediach społecznościowych obecna jest na Instagramie (www.instagram.com/ewelinadyda/) oraz na Facebooku (www.facebook.com/ewelinadydapisarka/).

Wybrane wywiady:
www.sci24.pl
www.lubimyczytac.pl
www.gazetasledcza.pl

Opowiedz trochę o Twoich książkach?

W chwili gdy prowadzimy tę rozmowę na półkach księgarskich można znaleźć moje dwie powieści kryminalne: „Złą walutę” oraz „Przychodzę nie w porę”. Celowo mówię powieści kryminalne, a nie kryminały, ponieważ zagadka kryminalna została w nich potraktowana jako pretekst do opowiedzenia historii o życiu w małym mieście oraz problemach z jakimi zmaga się większość mniejszych miast: ubogi rynek pracy, wyludnianie się i starzenie się społeczeństwa, emigracja młodych do większych ośrodków miejskich lub za granicę itd. I myślę, że właśnie o problemach trzeba pisać, bo uświadomiwszy je sobie, dopiero wtedy można zacząć działać nad zmianą na lepsze. Jeśli ktoś szuka trzymającej w napięciu zagadki, drobiazgowej pracy policji, zawiedzie się. Nie te aspekty były dla mnie najważniejsze. Natomiast czytelnicy, którzy wyjdą poza tradycyjne wyobrażenia na temat kryminału, myślę, że odnajdą w moich książkach wiele ciekawych spostrzeżeń na temat naszej współczesności. I nie jest to myślenie życzeniowe z mojej strony. Zauważam bowiem, że bardziej wielowymiarowo moje książki postrzegają właśnie czytelnicy niekryminalny, tacy, którzy nie często sięgają po kryminały. Już nie wspominając o tym, że jest to znakomita gratka dla wszystkich tych, którzy w jakiś sposób są związani z Tarnobrzegiem, bo dbam w moich powieściach o realizm miejski, biorąc moją książkę do ręki, czytelnik ma zagwarantowane, że wszystkie opisane miejsca mają swój realny odpowiednik. Ale oczywiście nie wykładam też wszystkiego na ławę. Jest także tajemnica, gratka dla tych, którzy lubią czytać i doszukiwać się w tekście nawiązań, umieszczać go w kontekstach literackich. Moje powieści są bogate w tego typu tropy i czytając je z tej perspektywy lektura z pewnością nabiera na znaczeniu. To jednak nie wszystko. Ja wciąż mam głowę pełną pomysłów na różne literackie projekty i myślę, że swoich czytelników jeszcze nie raz zaskoczę. Nie zamierzam też zamykać się w jednym gatunku, być tylko autorką kryminalną, czy autorką tarnobrzeską, jak często o sobie słyszę. Chciałabym kiedyś napisać powieść, której realia będą osadzone w mojej rodzinnej miejscowości, czyli w Werbkowicach. Myślę, że może to być literacko ciekawe dla mnie doświadczenie, zupełnie inne niż w przypadku pisania książek z akcją w Tarnobrzegu, do którego przeprowadziłam się osiem lat temu i dawny wygląd oraz charakter miasta znam głównie z opowieści. Podczas pisania pewnie towarzyszyłby mi jakiś rodzaj sentymentalizmu, związany z powrotem do miejsc z dzieciństwa i okresu dorastania, z którym z pewnością musiałabym zawalczyć, aby nie popaść w tani sentymentalizm [śmiech – przyp. Ł. W. I.]. Skoro jesteśmy już przy moich rodzinnych stronach, to dodam, że również Zamość nie jest mi obojętny. Mieszkałam tu przez trzy lata i miasto wspominam jako urokliwe miejsce. Wracałam do niego, gdy przeprowadziłam się do Lublina, a także teraz, mieszkając w Tarnobrzegu i przyjeżdżając w moje rodzinne strony, staram się przynajmniej raz w roku zaglądać do Zamościa.

Czy myślisz, że możemy kiedyś liczyć na powieść w Twoim stylu, której akcja rozgrywa się w Zamościu?

Myślałam o tym kiedyś i być może do tego wrócę, ale teraz nie chciałabym składać jednoznacznych deklaracji. Ale jako ciekawostkę powiem, że trzyletni okres mieszkania w Zamościu również odznaczył ślad na moich dwóch dotychczasowych powieściach kryminalnych. Tarnobrzeg i Zamość to miasta porównywalne pod względem liczby ludności, oba są byłymi miastami wojewódzkimi, myślę, że borykają się z podobnymi problemami. Zmieniając niektóre nazwy lokali tarnobrzeskich, pożyczyłam nazwę od jednego z klubów, jaki kiedyś istniał na rozrywkowej mapie Zamościa. Choć są także różnice. Pod względem turystycznym Zamość jest zdecydowanie atrakcyjniejszy i myślę, że gdyby przydarzył mu się jakiś serial telewizyjny, to mógłby być znakomitą konkurencją na przykład dla Sandomierza, którego popularność napompował właśnie telewizyjny serial.

Od kiedy chciałaś zostać pisarką?

Przede wszystkim to nie odbyło się tak, że pewnego dnia obudziłam się i postanowiłam zostać pisarką. Zaczęło się od tego, że postanowiłam napisać książkę, a decyzja ta była konsekwencją moich wcześniejszych doświadczeń z literaturą kryminalną z perspektywy czytelniczej. A jeszcze wcześniej była decyzja o nawiązaniu współpracy recenzenckiej z portalami zajmującymi się literaturą. Z wykształcenia jestem polonistką, mam specjalizację krytyczno-literacką, więc postanowiłam podziałać w tym kierunku. Tak zaczęła się moja współpraca z trzema portalami: Booklips, Literatki, Portal Kryminalny. Trwało to kilka lat i przez ten czas przeczytałam bardzo dużo literatury kryminalnej, można powiedzieć, że się z nią obyłam, ale też zafascynowałam się kryminałem i jego możliwościami, zawsze wyżej ceniąc te powieści, które oprócz zagadki kryminalnej oferowały coś więcej, jakąś diagnozę naszej współczesności, psychologizm postaci itp. I przyznam szczerze, że często kończyłam te powieści w ogóle nie absorbując się intrygą kryminalną. Od tego kto zabił i jak do tego doszło, bardziej interesowało mnie to, co było pomiędzy, bo po zgrabnej intrydze kryminalnej można rozpoznać dobrego autora kryminalnego, ale prawdziwego pisarza poznaje się właśnie po tym, co swoim czytelnikom serwuje pomiędzy wersami. W pewnym momencie, a było to tuż

po lekturze „Wołania kukułki” Roberta Galbraitha, pomyślałam, że i ja spróbuję. Tak powstała moja pierwsza powieść, której nie wydałam, traktując ją raczej jako ćwiczenie i próbę swoich możliwości. Być może kiedyś jeszcze raz do niej przysiądę, poprawię i zdecyduję się wydać. Na razie zostaje w prywatnym archiwum. A potem, niemal z marszu, ale z bardziej doprecyzowanym pomysłem, usiadłam do pisania „Złej waluty”, której historię już znasz, bo od prawie dwóch lat jest już na rynku księgarskim.

Ile zajęło Ci pisanie?

To zależy, o którą książkę pytasz. „Złą walutę” pisałam siedem miesięcy. Ale musisz wiedzieć, że powstawanie książki to nie tylko sam proces pisania. Dbając o realia lub poruszając konkretną kwestię, musisz także zrobić odpowiedni research, bywać w miejscach, o których piszesz, poczytać o tym, do czego chcesz nawiązać. Mówiąc siedem miesięcy, mam więc na myśli to wszystko.

Ale poza własną redakcją. Na to jest dopiero czas, gdy książka jest skończona. W przypadku „Złej waluty” trwała mniej więcej dwa tygodnie. Ale było to głównie dopinanie szczegółów, bo już w trakcie pisania dbam o to, aby była właściwa interpunkcja, czy didaskalia zostały prawidłowo rozpisane.

Natomiast jeśli chodzi o „Przychodzę nie w porę” to okres pisania trwał dziewięć miesięcy. Ale więcej też czasu zajęła mi własna redakcja, bo trzy miesiące. Musiałam wprowadzić więcej poprawek, także w samej fabule, ponieważ efekt końcowy mnie nie zadowolił.

Czym się inspirowałaś?

Jeśli zamierzasz napisać powieść w określonym gatunku, to nie ma innego wyjścia jak zapoznać się z wyznacznikami danego gatunku, zarówno od strony teoretycznej jak i praktycznej.

Ja wybrałam sobie kryminał, ale jeśli mam być bardziej szczegółowa, to był to czarny kryminał z początków jego rozwoju. Ojcem czarnego kryminału jest oczywiście Raymond Chandler, więc zapoznawałam się z jego utworami, nie bagatelizując przy tym także innych przedstawicieli gatunku, czyli Dashiella Hammetta i Rossa Macdonalda. Ale to literatura. Czarny kryminał wykazywał się również ogromną ekspansją jeśli chodzi o sztukę filmową. Obejrzałam więc mnóstwo starych, czarno-białych filmów. Jeśli ktoś podąży drogą moich inspiracji, których nie ukrywam, z pewnością odkryje ciekawe nawiązania i zabawę gatunkiem.

W drugiej książce z kolei krąg literackich nawiązań poszerzyłam o twórczość Stephena Kinga, co narzuciło się samo, na etapie genezy całej powieści, bo do skonstruowania intrygi kryminalnej posłużyła mi książka Kinga wypożyczona z biblioteki w mieście, w którym mieszkam. W książce była zostawiona notatka… I tyle z mojej strony. Jeśli chcesz poznać dalszy ciąg historii, zapraszam do lektury „Przychodzę nie w porę”. Ale skoro jesteśmy już przy mieście, to ono także okazało się dla mnie ogromną inspiracją, jest właściwie jednym z bohaterów obu moich książek. Natomiast oprócz tego, o czym powiedziałam, dużą inspiracją jest także dla mnie samo życie, historie ludzkie, czasem własne przeżycia, ale te skrzętnie maskuję, obdarzając nimi moich poszczególnych bohaterów.

Ewelino! Bardzo dziękuję Ci za tę część rozmowy. Mam gorącą nadzieję, że podejmiesz się kiedyś (im wcześniej tym lepiej) napisania książki, której akcja rozgrywa się w Werbkowicach lub może nawet w Zamościu. Jestem przekonany, że byłaby dobrze przyjęta, bo Twoje dwie ostatnie książki są niezwykle wciągające.

Jednocześnie zapraszam do zapoznania się z dalszą częścią rozmowy dotyczącą szczegółów samego procesu wydawania i promocji na blog izarowski.pl

W dalszej części Ewelina opowiada między innymi jak długa jest książka, co trzeba przygotować dla wydawcy, aby przyjął twoją powieść, jak wygląda proces wydawniczy oraz promocja i więcej.

Zapraszam i do poczytania!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *