Kalina Śmigielska – sylwetki autorów publikacji „Horror na Roztoczu”

facebook_grafika_ksiazka+polak_potrafi

W ramach promocji publikacji „Horror na Roztoczu” ( www.horrornaroztoczu.pl ) prezentujemy sylwetki autorów oraz ilustratorów.

Z ogromną przyjemnością oraz niekłamaną satysfakcją przedstawiamy jednego z autorów:

Kalina Śmigielska

IMG_2908 (1)Absolwentka Filologii Polskiej, studiowała także Filologię Klasyczną. Z zawodu i wykształcenia dziennikarz, uwielbia wszystkie formy pisania. Przez lata współpracownik portalu gildia.pl, gdzie miała okazję recenzowania cudzych dokonań artystycznych. Urodzona w 1987r. w Gdyni, mieszka tutaj niemal przez całe życie.

Kalina Śmigielska od dziecka nie mogła obejść się bez pisania. Swoją pierwszą powieść o objętości całych czterech stron maszynopisu napisała w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Od tego czasu częściej lub rzadziej sięgała po pióro, czasem nawet z sukcesami – za jedno ze swoich opowiadań otrzymała II miejsce w konkursie dla uczniów szkół ponad gimnazjalnych. Po ukończeniu Filologii Polskiej na Uniwersytecie Gdańskim zrozumiała, że umiejętność szybkiego czytania i znajomość klasyki literatury nie są czymś, co szczególnie interesuje współczesnych pracodawców. Po krótkim etapie pracy jako sekretarka postanowiła założyć własną firmę. „Pogotowie Literackie” zajmuje się dostarczaniem newsów, artykułów i innych tekstów głównie na strony internetowe. Kalina skrycie jednak marzy o tym, by jej książki zapełniały wszystkie księgarnie w kraju.

Skąd czerpiesz inspirację?

Z tym bywa bardzo różnie. Czasem jest to ta magiczna „Wena” – pomysł po prostu kiełkuje w mojej głowie i póki go nie spiszę, nie będę miała chwili wytchnienia. Zawsze lubiłam też parodię  i w ten sposób powstały niektóre pomysły – oglądając filmy czy czytając książki często zżymam się widząc niezbyt sensowne rozwiązania fabularne. Wtedy zaczynam zastanawiać się, jak sama bym to napisała, na co zwróciła największą uwagę i wówczas zazwyczaj powstaje w mojej głowie zupełnie nowa historia.

Od jak dawna tworzysz? Co głównie tworzysz? Jaki gatunek czy styl?

Zawsze moim ulubionym gatunkiem była szeroko pojęta fantastyka. I mówiąc to mam na myśli budowę świata przedstawionego, które materię autor może dowolnie zmieniać – oczywiści stosując się do zasad logiki. To jest gatunek, w którym z pewnością czuję się najlepiej, ale od czasu do czasu lubię także napisać coś innego.  

Czy masz w swoim portfolio jakieś znane dzieła? Uważasz, że odnosisz sukcesy na tym polu? Jak wygląda proces twórczy w twoim wypadku? Nawyki? Rutyna?

Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że najlepiej pisze się prosto z głowy. Dzisiaj wiem, że kluczem do sukcesu jest mniej lub bardziej ustalony plan wydarzeń lub skrypt. Czasem nawet warto się zmusić, żeby coś napisać – nawet jeśli z początku nie towarzyszy nam wena, to z czasem wgłębiamy się w historię i pisanie staje się łatwiejsze. Pisanie, także literatury pięknej, to przede wszystkim rzemiosło – trzeba mieć dużo doświadczenia, by słowa krótko i plastycznie opisywały wydarzenia, by zdania czytało się gładko i z przyjemnością. To oczywiście kwestia doświadczenia. 

Ile czasu dziennie poświęcasz na pisanie?

Pisanie to moja praca. Codziennie poświęcam więc na to około ośmiu godzin. Nie zawsze mam czas i energię, by napisać coś „ponadto”, np. tworzyć kolejne rozdziały mojej powieści. 

Jak pracowało Ci się nad tekstem opracowanym na podstawie gotowej koncepcji? Lepiej niż nad swoimi pomysłami? Gorzej?

Z pewnością było to bardzo ciekawe doświadczenie. Skrypty, nad którymi pracowałam, zostawiały duże pole dla mojej wyobraźni: to ja decydowałam jak wyglądają, jak zachowują się główni bohaterzy, mogłam decydować, czy mają raczej budzić sympatię czy antypatię czytelnika. Na pewno pozytywny wpływ na moja pracę miało to, że musiałam skończyć tekst w określonym czasie. Nie mogłam robić sobie wówczas wymówek, że napiszę coś kiedy indziej, kiedy będę miała większe natchnienie. Praca nad czyimś pomysłem to także możliwość, by wyjść z własnych nawyków i zmienić trochę sposób patrzenia na bohaterów. W tworzonych przeze mnie opowiadaniach głównymi bohaterami są zazwyczaj kobiety o dość podobnych cechach, tutaj pisałam głównie o mężczyznach, którzy różnili się między sobą.

Jak szlifujesz swój warsztat? Kursy/ książki/ czytanie/ inne formy działalności artystycznych?

Bardzo ważne jest dla mnie doświadczenie dziennikarskie, szczególnie pisanie newsów na podstawie prasy anglojęzycznej. Dzięki temu uczę się w prosty i zrozumiały sposób wyrażać moje myśli. A kronika kryminalna to po prostu kopalnia pomysłów. Z drugiej strony, tworzę też sporo opisów produktów dla sklepów internetowych – to zaś świetny poligon, by ćwiczyć pisanie rozwiniętych opisów, które oddziałują na wyobraźnię odbiorcy. 

Czym zajmujesz się poza pisaniem? Jakie jest twoje hobby?

Lubię i zawsze lubiłam uczyć się języków obcych. Teraz skupiam się na języku włoskim. Latem uwielbiam długie spacery. Ale przyznam, że lubię też spędzać popołudnia na kanapie z dobrą książką lub pilotem w dłoni. 

Nad czym aktualnie pracujesz? Niekoniecznie musi to być projekt pisarski (cokolwiek, nad czym pracujesz i chciałbyś się tym pochwalić)

Obecnie pracuję nad powieścią, ale jeszcze nie wiem, jakie będą tego efekty. Jeżeli będę zadowolona, prawdopodobnie będę szukała jakiegoś sposobu, by wydać moją pracę. Jeżeli nie, pewnie zabiorę się za coś innego – od pewnego czasu kiełkuje mi w głowie nowy pomysł. Miał to być zbiór powiązanych ze sobą opowiadań, rozgrywających się w niedalekiej przyszłości, np. po jakiejś zarazie, która zdziesiątkowała ludzkość. To temat modny obecnie – tak jak historie o kosmitach czy zombi – i chciałabym dorzucić do niego swoje trzy grosze.

Jak zareagowałeś, kiedy dowiedziałeś się, że weźmiesz udział w tym projekcie?

Ucieszyłam się. Wiele polskich wydawnictw ogłasza najpierw konkursy, każe pisać opowiadania na zadany temat, a nagrodą jest darmowa publikacja. Pomysł na zbiór opowiadań o Roztoczu wydał mi się ciekawy – nawet jeżeli historia jest nierealna, umieszczenie jej w konkretnym mieście to zawsze dobry pomysł. Nie wiem co prawda, co pomyślą o tym sami mieszkańcy, ale ja chętnie przeczytałabym książkę, w której jednym z bohaterów jest moje rodzinne miasto.

Czy wiedziałeś (w momencie tworzenia), że wszystkie pomysły do opowiadań są inspirowane snami pomysłodawcy projektu? Co o tym myślisz? Czy podoba Ci się pomysł tworzenia książki na podstawie snów?

Nikt nie powiedział mi tego, ale łatwo można było się domyślić. Sen ma swoją własną logikę – ktoś, kto jeszcze przed chwilą był z nami, nagle znajduje się zupełnie gdzie indziej. Ludzie i miejsca nie są tym, czym nam się wydaje itd. Takie właśnie są te opowiadania, nad którymi miałam przyjemność pracować – dziwne, pokręcone, dosyć mroczne. Ludzie nie zachowują się logiczne, coś, co jeszcze przed chwilą było niemożliwe, po chwili jest osiągalne. Cieszy mnie, że zbiór opowiadań ma jedną myśl przewodnią.

Czy ty także podczas tworzenia inspirujesz się swoimi snami? Korzystasz z zasobów podświadomości?

Tak, zdarzyło mi się to raz czy dwa. Z samego snu w rzeczywistości niewiele zostało – żeby uzyskać logiczną całość, wiele rzeczy musiałam zmienić, ale sam pomysł i klimat pozostały. 

Czy uważasz, że wydawnictwo robi coś pozytywnego podejmując się wydania zbioru mrocznych opowiadań, których akcja dzieje się na Roztoczu? Czy według Ciebie tego brakowało?

Tak, czytając nieraz próby pisarskie szczególnie młodych osób nie mogę pozbyć się wrażenia, że wiele osób ma jakąś blokadę przed umieszczeniem akcji opowiadania w Polsce. Jakoś o wiele łatwiej pisać nam o Johnie, Margaret, Ann niż o Jacku czy Ani. Zamiast umieszczać akcję powieści w rodzinnym mieście, wolą tworzyć jakieś wymyślone światy itd. Dlatego sam pomysł umieszczenia akcji wszystkich tekstów w konkretnym rejonie Polski na pewno jest dobrym pomysłem. To pewnie także dobry sposób na rozreklamowanie i regionu, i samego zbioru – gdyby ktoś wydał takie teksty o Pomorzu, na pewno chętnie bym je przeczytała. 

Projekt rozpoczął się 1 stycznia. Czy uważasz, że tempo pracy jest duże? Nie upłynęło przecież jeszcze cztery miesiące, a czytelnicy już mogą czytać wywiady z Tobą? 

Jeżeli w tak krótkim terminie udało się dopracować wszystkie szczegóły: napisać opowiadania, poddać je korekcie i stworzyć odpowiednie ilustracje, to po co czekać dłużej? Chyba każdy chce jak najszybciej zobaczyć efekty swojej pracy, kiedy ma jeszcze mnóstwo zapału. To pierwszy projekt wydawnictwa, jeszcze będzie czas, by uczyć się na błędach. 

Czy jesteś zadowolony z efektów wspólnej pracy?

Tak, mylę, że moje opowiadania – bo pracowałam nad trzema tekstami – są dość ciekawe i wciągające. Nie jest pewna, czy kogokolwiek wystraszą: to w końcu miał być horror. Ale jestem dobrej myśli. Bardzo ciekawi mnie, jak będą wyglądały ilustracje.

Czy tematyka horroru jest ci znana?

Tak, chociaż nigdy nie byłam wielkim fanem tego gatunku. Należę do osób, które potrzebują dużo nieprzerwanego snu w nocy – oglądanie czy czytanie horrorów zaś skutecznie uniemożliwia mi zmrużenie oka przez wiele dni. 

Czy chciałbyś przeżyć historię opisywaną w twoich opowiadaniach?

Zdecydowanie nie. Obawiam się, że moich bohaterów nie spotkało nic przyjemnego – co więcej, oni właściwie od razu byli skazani na porażkę i to zupełnie nie ze swojej winy. Nie brakło im odwagi czy umiejętności – to byli raczej zwykli ludzie, którzy po prostu znaleźli się w złym miejscu i w złym czasie.

Jaki fragment / pomysł ze stworzonych historii najbardziej utkwił Ci w pamięci?

Chyba początek opowiadania, które pisałam pod roboczym tytułem „Wichura i powódź”. Mężczyzna przyjeżdża do wielkiego, pustego domu, żeby posprzątać po śmierci swojego ojca. Ten dom ma na niego dziwny wpływ, staje się pewnego rodzaju pułapką, ale także miejscem, gdzie zaczyna rozmyślać o życiu swoim i swoich nieżyjących rodziców. I pewnie tak by wegetował, gdyby nie gwałtowne wydarzenia, które miały miejsce później.

Co myślisz o takiej literaturze? Czy uważasz, że jest potrzebna?

Ludzie chyba mają potrzebę się bać. Mówi się o tym, że literatura zawsze ma funkcję terapeutyczną: w tym przypadku czytelnik myśli sobie „jak to dobrze, że mnie to nie spotkało”. Być może dzisiaj, kiedy wiedziemy raczej bezpieczne i spokojne życie, czasem potrzebujemy się czegoś przestraszyć, by poczuć pęd adrenaliny w żyłach.  

Dziękujemy za rozmowę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *